Mówisz inwestorowi: „mamy 5 milionów EBITDA”. Czujesz się świetnie, bo liczba jest duża. Problem w tym, że on usłyszał coś zupełnie innego, niż myślisz, że powiedziałeś. A jeśli Ty sam mylisz EBITDA z zyskiem albo z gotówką na koncie, to w rozmowie o pieniądzach grasz w grę, której zasad nie znasz.
EBITDA to język transakcji, którym posługują się inwestorzy, kupujący i banki. Warto go rozumieć, zanim ktoś użyje go przeciwko Tobie.
Co to właściwie jest
EBITDA to zysk operacyjny przed odjęciem czterech rzeczy: odsetek, podatków, amortyzacji środków trwałych i amortyzacji wartości niematerialnych. Mówiąc po ludzku, to próba pokazania, ile gotówki generuje sam biznes, zanim dołożymy do tego sposób finansowania (odsetki), jurysdykcję podatkową (podatki) i historyczne inwestycje (amortyzacja).
Po co ktoś to wymyślił? Żeby móc porównywać firmy między sobą. Dwie firmy o tym samym biznesie mogą mieć różny zysk netto tylko dlatego, że jedna ma kredyt, a druga nie, albo jedna kupiła maszyny w zeszłym roku, a druga pięć lat temu. EBITDA zdejmuje te różnice i pokazuje czystą operację. Dlatego mnożniki przy wycenie liczy się najczęściej od EBITDA, nie od zysku netto.
Czego EBITDA Ci nie powie
Tu jest pułapka, bo EBITDA celowo ignoruje rzeczy, które w realnym życiu trzeba zapłacić.
Ignoruje inwestycje. Jeśli prowadzisz firmę produkcyjną, która co roku musi wymieniać maszyny, to ta amortyzacja, którą EBITDA pomija, jest jak najbardziej realnym kosztem. Wysoka EBITDA w biznesie kapitałochłonnym potrafi maskować fakt, że prawie cała ta gotówka i tak idzie z powrotem w sprzęt.
Ignoruje obsługę długu. Jeśli masz kredyt, odsetki trzeba spłacać niezależnie od tego, jak ładnie wygląda EBITDA.
Ignoruje kapitał obrotowy. To, że biznes generuje zysk operacyjny, nie znaczy, że ten zysk siedzi na koncie, a nie w niezapłaconych fakturach.
„Adjusted EBITDA”, czyli gdzie zaczyna się makijaż
Founderzy uwielbiają pokazywać EBITDA „skorygowaną”, po wyłączeniu kosztów, które rzekomo się nie powtórzą. Czasem to uczciwe: jednorazowy koszt sądowy faktycznie nie wróci. Ale często to dorabianie wyniku, bo nagle „jednorazowe” okazują się pensje, marketing i wszystko, co founderowi nie pasuje do ładnej liczby.
Zasada jest prosta: im więcej korekt, tym mniej kupujący wierzy w Twoją EBITDA. A gdy przestanie wierzyć w tę jedną liczbę, zacznie kwestionować wszystkie pozostałe.
Zanim podasz komuś swoją EBITDA, upewnij się, że dokładnie wiesz, co w niej jest i czego w niej nie ma. Bo osoba po drugiej stronie stołu sprawdzi to co do złotówki, a Ty nie chcesz być zaskoczony we własnej firmie.