Że Barcelona stała się jej domem. Że jako mama martwi się o dzieci. Że życie u boku sportowca to nie tylko blaski.
Komentarze pod tym postem pokazują, że jednak nie do końca rozumiemy jak działa zdrowie psychiczne. To festiwal tego samego mechanizmu: "masz kasę, więc się zamknij." "Mogła zostać kasjerką, byłaby szczęśliwa." "Takie problemy chciałby mieć każdy." "Sprząta jej ktoś inny, a ona ma rozterki." Ten mechanizm nie dotyczy tylko celebrytów. Dotyczy każdego, kto zbudował coś większego niż średnia.
Founder firmy, który zatrudnia 40 osób, słyszy to samo, kiedy powie żonie, że jest wypalony. "Zarabiasz kilkanaście razy więcej niż średnia krajowa, o co ci chodzi." CEO, który ma trudną noc po zwolnieniu połowy zespołu, słyszy od znajomego: "twoja pensja nie zna słowa 'problem'." Osoba, która wybudowała biznes na 30 milionów przychodu, kiedy powie, że traci sens tego wszystkiego, słyszy: "gdybym tak zarabiał, sensu bym nie szukał." To jest kompletnie błędne rozumienie tego, jak działa człowiek.
Pieniądze rozwiązują pewne kategorie problemów. Głównie te, które dotyczą przetrwania: rachunki, jedzenie, mieszkanie, bezpieczeństwo materialne. Kiedy te kategorie są zamknięte, nie znikają problemy. Pojawiają się inne. Sens, tożsamość, relacje, samotność na szczycie, dystans do bliskich, którzy przestali rozumieć, presja utrzymania tego, co się zbudowało, strach przed stratą, wypalenie z nadmiaru odpowiedzialności.
Maslow miał rację, że potrzeby są hierarchiczne. Ale nie miał na myśli tego, że wyższe potrzeby są mniej realne od niższych. One są tak samo realne. Głód sensu potrafi wypalić człowieka tak samo skutecznie jak głód materialny. Tylko z zewnątrz gorzej widać. Człowiek, który zarabia kilkanaście razy średnią, może być samotny, wypalony, zagubiony, przerażony zmianą. Może się bać przeprowadzki, choć stać go na cztery domy. Może płakać w nocy, choć rano wsiądzie do drogiego samochodu. To nie jest niekonsekwencja. To jest człowiek.
Zdanie "masz kasę, więc się zamknij" to nie jest krytyka. To jest własna zawiść ubrana w słowo o sprawiedliwości. Ludzie, którzy tak piszą, nie mówią o tamtej osobie. Mówią o sobie i o swoim gniewie na życie, w którym im nie wyszło tak, jak wyszło komuś innemu. Emocje nie są przywilejem. Emocje to biologia. Ma je Anna Lewandowska. Ma je founder, który sprzedał firmę za 400 milionów. Ma je kasjerka, która ledwo dopina budżet. Wszyscy je mają. Różnią się kontekstami, w których się pojawiają - nie samą zdolnością do ich odczuwania.
Dobrze zbudowany człowiek to nie ten, który "nie ma problemów, bo ma kasę." To ten, który nauczył się rozpoznawać swoje emocje niezależnie od tego, ile ma na koncie. I który potrafi je przeżyć, zamiast udawać, że ich nie ma.To jest praca, której nie da się kupić. Ani za średnią krajową, ani za milion miesięcznie.