Startup działa jako koncesjonowana, cyfrowa agencja ochrony, chce zmienić przestarzały rynek bezpieczeństwa i obniżyć koszty klientom B2B. O ochronie pracowników handlu, walce z przemocą wobec kobiet, urządzeniu, które z pomocą AI wykrywa niebezpieczne sytuacje w sklepach i ekspansji zagranicznej rozmawiamy z Karolem Bedyńskim, CEO i cofounderem SafeMe.
Działacie niespełna 2 lata, a szturmem weszliście w rynek, zdobywając masę nagród i uznanie klientów. O takim starcie marzy wiele młodych firm. Skąd wziął się pomysł na SafeMe?
Karol Bedyński: Przygotowania do naszej działalności zaczęliśmy w 2023 roku, ale operacyjnie wystartowaliśmy na początku 2025. Pomysł wynikł z przykrego incydentu w taksówce, o którym opowiedziała mi koleżanka. Ze względu na szacunek do niej, nie chcę ujawniać szczegółów, a to unaoczniło nam problem przemocy wobec kobiet i ich lęku dotyczącego bezpieczeństwa. W tamtym czasie wraz z moim bratem i naszym przyszłym wspólnikiem w SafeMe zaczęliśmy badać rynek, przyglądać się ofertom agencji ochrony i zobaczyliśmy, że nikt na rynku nie odpowiada na tę potrzebę. Tak powstało SafeMe, usługa w formie aplikacji, która ma przede wszystkim dawać poczucie bezpieczeństwa. Kobiety stanowią 70% naszych użytkowników. Chronimy też przedsiębiorców, seniorów wymagających monitoringu ze względu na stan zdrowia, czy ważnych aktorów dużego biznesu. Wciąż rozwijamy nasze usługi. Wkrótce do ochrony osobistej dołączymy też innowacyjną ochronę obiektów przed zagrożeniem. Zarówno lokali usługowych, jak mieszkań czy domów.
Wrócimy jeszcze do tego tematu. Najpierw wyjaśnijmy czytelnikom na czym dokładnie polega ta usługa? Czy można powiedzieć w skrócie, że stworzyliście aplikację, która ratuje życie?
To ciekawe pytanie, bo z jednej strony, oczywiście może się zdarzyć, że w sytuacji zagrożenia, aplikacja uratuje życie np. seniorowi, w przypadku stanu wymagającego szybkiej interwencji ratownika a my, w chwili utraty przytomności zadzwonimy po karetkę. Jednak działamy też w dużo szerszym obszarze, który nazywa się „safety gap”, jest to luka bezpieczeństwa, czyli moment, w którym czujemy lęk, ale faktyczne zagrożenie jeszcze się nie pojawiło. Robimy wszystko, żeby do fizycznego zagrożenia w ogóle nie doszło. Naszym głównym zadaniem jest deeskalacja. Chcemy, żeby użytkownicy czuli, że nigdy nie są sami, że w każdej chwili czuwa nad nimi profesjonalny dyspozytor, z którym mogą się połączyć.
Jak to wygląda od strony użytkownika, który odpala aplikację w telefonie?
Aplikacja ma dwie główne funkcje. Pierwsza to bezpośrednie wezwanie pomocy: jeden przycisk dzieli cię od połączenia z agentem naszego Centrum Monitorowania Bezpieczeństwa. Po kliknięciu taki dyspozytor, łączy się z klientem, żeby rozpoznać zagrożenie albo po prostu upewnić się, że jest bezpieczny. Druga, bardziej złożona funkcja to tryb monitoringu. Działa tak prosto jak zamawianie Ubera, zresztą interfejs jest podobny do sposobu w jaki zamawiamy taksówki przez aplikację. Powiedzmy, że wracasz w nocy ze spotkania czy imprezy. Wybierasz w aplikacji, w jaki sposób się przemieszczasz, np. pieszo lub taksówką, wskazujesz cel podróży, najczęściej swój domowy adres i włączasz obserwację. Wtedy jako koncesjonowana przez MSWiA agencja ochrony mamy prawo monitorować twoją trasę. Co ważne, dostęp do lokalizacji użytkownika mamy wyłącznie w trakcie konkretnej sesji, którą sam uruchamia. System na bieżąco sprawdza, czy nie zjechałeś z trasy, nie wyszedłeś poza wyznaczoną bezpieczną strefę albo nagle się nie zatrzymałeś. Gdy wykryje coś niepokojącego, wysyła alert agentowi, a ten w ciągu kilku sekund dzwoni sprawdzić, co się dzieje.
A co jeśli rzeczywiście dojdzie do zagrożenia, a telefon klienta nie odpowiada?
Automatycznie powiadamiamy policję.
Możesz podać przykłady prawdziwych sytuacji, w których aplikacja komuś realnie pomogła?
Mamy mnóstwo takich przypadków. Jedna z użytkowniczek mocno przesadziła z alkoholem na imprezie i zasnęła w taksówce. System odnotował, że pojazd się zatrzymał. Agent zadzwonił, potwierdził z kierowcą, w jakim stanie jest dziewczyna, a ponieważ w profilu miała podany kontakt alarmowy do siostry, zawiadomiliśmy siostrę. Ta wyszła przed blok i bezpiecznie zaprowadziła ją do mieszkania. Inny przypadek: kobiety często padają ofiarą nagabywania albo tak zwanego wiercenia wzrokiem. Czują się niekomfortowo, więc dzwonią do nas. Jedna z kobiet miała taką sytuację oczekując na autobus przy jednym z przystanków. W takich sytuacjach agent zostaje na linii i udziela instrukcji na bieżąco, jak się zachować, żeby zmniejszyć zagrożenie, gdzie znaleźć bezpieczne miejsce. Ludzie w stresie bardzo polegają na naszych instrukcjach. Wyobraź sobie, że w takiej sytuacji dzwonisz na 112. Najczęściej usłyszysz: „Czy coś już się stało? Nie? To proszę zadzwonić, jak się stanie”. My najczęściej pomagamy właśnie „przed” niebezpiecznym zdarzeniem i staramy się tak poprowadzić klientki i klientów, by do nich nie doszło.
A co jeśli rzeczywiście dojdzie do zagrożenia, a telefon użytkownika aplikacji nie odpowiada?
Automatycznie powiadamiamy policję, czy konkretne służby i osoby wyznaczone do kontaktu przez klienta. Obie strony otrzymują informację o lokalizacji użytkownika. Tradycyjne agencje ochrony zanim powiadomią policję wysyłają patrol, który zazwyczaj przyjeżdża na miejsce w ciągu 40 minut. Dopiero po zweryfikowaniu i zidentyfikowaniu zagrożenia, agencja wzywa policję. My omijamy ten proces, przez co znacząco obniżamy koszty i skracamy czas wysłania policjantów na miejsce. W naszym modelu w ogóle rezygnujemy z tradycyjnych patroli agencyjnych. W klasycznym modelu taka interwencja często kosztuje dodatkowo od 100 zł w górę, a abonament na usługi ochroniarskie, nierzadko obejmuje tylko jeden wyjazd w miesiącu. Różnimy się też tym, jak szybko dostarczamy policji pakiet danych o sytuacji i rysopisie użytkownika.
Pozwól, że przerwę ci myśl, zaraz będziesz miał szansę ją dokończyć, ale od razu pojawia się pytanie: w polskich realiach policja potrafi jechać na miejsce bardzo długo. Czy wtedy patrol ochroniarzy nie jest jednak szybszy, niekiedy stając się jedyną szansą na pomoc, kiedy trzeba jej udzielić natychmiast?
Zgadza się, nie będę nikogo czarować. Czas reakcji policji bywa różny i zależy od rzeczy, na które nie mamy wpływu, na przykład od pory dnia czy ulokowania dzielnicy. Mimo to wezwanie pomocy przez nas i tak jest szybsze i skuteczniejsze niż w tradycyjnym modelu. Z dwóch powodów. Po pierwsze, dzwonimy jako koncesjonowana agencja ochrony, a nie przypadkowy świadek. Po drugie, omijamy długą weryfikację i ustalanie, co się stało, po stronie dyspozytora. Nasz agent przekazuje policji komplet informacji m.in. twoje imię i nazwisko, wiek, wagę, posturę, dokładną lokalizację na żywo, a przede wszystkim pełny kontekst sytuacji. Oficer od razu wie, z czym ma do czynienia, i może natychmiast wysłać patrol. W klasycznym modelu patrol agencji przyjeżdża po kilkudziesięciu minutach, sprawdza sytuację, a jeśli coś rzeczywiście się stało, i tak musi wezwać policję. My po prostu omijamy to „wąskie gardło”, a klienci oszczędzają czas i pieniądze.
Omówiliśmy sytuacje zagrożenia dla kobiet i nie tylko, bo przecież mężczyźni też mogą czuć się zagrożeni i potrzebować pomocy. A jak wygląda zastosowanie tej technologii w przypadku seniorów?
Użytkownicy mogą dopisać w swoim panelu dodatkowe informacje m.in. dane medyczne. I to okazało się strzałem w dziesiątkę jeśli chodzi o opiekę nad seniorami. Użytkownik lub jego bliski wpisuje na przykład, że mają cukrzycę, padaczkę albo są po zawale. Wśród klientów mamy grupę kilkuset seniorów. Jeśli senior po zawale idzie na spacer i system widzi, że nagle zatrzymał się na dłużej, dyspozytor dzwoni do niego by zidentyfikować problem. Gdy nikt nie odbiera, od razu wzywa karetkę i podaje ratownikom pełne dane pacjenta. Podobnie reagujemy w bardzo trudnych sytuacjach, na przykład przy przemocy domowej. Czasem nie trzeba nawet nic mówić w rozmowie z dyspozytorem, wystarczy się z nim połączyć, kiedy agent słyszy w tle awanturę, wzywa policję tak, żeby sprawca się nie zorientował, bez mówienia na głos „dzwonię na policję”.
Czy nie obawiacie się scenariusza, że to wywoła masę telefonów wzywających patrol policji bez potrzeby, właśnie dlatego, że „jeszcze się nic nie stało” lub w sytuacji, gdy senior wyciszy dźwięk, ?
W przypadku przemocy domowej, której doświadczają nie tylko kobiety, ale też mężczyźni przyjazd policji na pewno nie pójdzie na marne. Policjanci po pierwsze mogą deeskalować konflikt, po drugie zanotować zdarzenie, co przyda się w przypadku konieczności założenia niebieskiej karty. W przypadku seniorów mówimy o monitoringu - senior świadomie zaznacza opcję monitorowania, więc wierzymy, że odbierze telefon, gdy aplikacja pokaże brak aktywności.
A jak to wygląda biznesowo? Chronicie osoby prywatne, ale mocno wchodzicie też na rynek B2B. Dlaczego firma miałaby wybrać was zamiast tradycyjnej agencji z patrolami?
Obecny model działania agencji ochrony pochodzi z lat 90. i to jest wręcz przerażające, jak bardzo nie poszedł z duchem czasów. Chcemy ten zastój zastąpić nowoczesną technologią. W firmie czy na posesji masz zwykle podłączony alarm, gdy dochodzi do niebezpiecznej sytuacji z udziałem osób trzecich, klikasz tzw. napadówkę i czekasz. Musisz jednak dojść do miejsca, gdzie jest ten przycisk. My proponujemy wezwanie pomocy z poziomu telefonu, który niemal zawsze mamy przy sobie. Dodatkowo możemy udzielić informacji, które zabezpieczą użytkownika w sytuacji zagrożenia zanim pojawi się patrol.
Ile kosztuje wasza usługa?
Podstawowa opłata to 19,99 zł. Żeby ułatwić onboarding, czyli start nowego klienta, zintegrowaliśmy się z największymi telekomami w Polsce. Dzięki firmie Digital Virgo, która zajęła się integracją IT, za usługę można zapłacić w opcji „dolicz do rachunku” u operatorów takich jak Play, Orange czy T-Mobile. Można też oczywiście zapłacić kartą, przez Apple Pay albo Google Pay. Jesteśmy również benefitem pracowniczym na popularnych platformach kafeteryjnych: Motivizer, Pluxee (dawniej Sodexo), Nais czy WorkSmile.
Do jakich firm kierujecie produkt w pierwszej kolejności?
Naszym idealnym klientem jest cała branża retail (handel detaliczny) i lokale usługowe. Pracują tam głównie bardzo młode osoby, a w drogeriach 70–80% załogi to kobiety. Wyobraź sobie pracownicę, która zamyka sklep w galerii o 23:00 albo o północy. Może wrócić taksówką, na którą być może jej nie stać, albo półtorej godziny jechać nocną komunikacją. Często wraca zestresowana, czasem z utargiem. SafeMe jako benefit to dla firmy mikrokoszt, a dla niej ogromne poczucie bezpieczeństwa w drodze z pracy.
Na początku rozmowy wspomniałeś, że szykujecie premierę innowacyjnego urządzenia monitoringującego. Co to będzie?
Kończymy pracę nad nowym produktem. To sprzętowy serwer, który nazwaliśmy SafeMe AI Box. To fizyczne urządzenie montowane bezpośrednio w sklepach i punktach usługowych. Przez cały czas analizuje dźwięki otoczenia i za pomocą sztucznej inteligencji wykrywa tzw. eskalacje słowne, krzyki czy agresję.
Urządzenie samo wezwie pomoc, bez klikania w telefonie?
Tak. Dziś pracownicy mają fizyczne piloty antynapadowe, które często gubią, a w silnym stresie i tak zapominają ich użyć. AI Box, gdy usłyszy awanturę, wyśle alert do naszej dyspozytorni. My dyskretnie skontaktujemy się z kierownikiem zmiany albo właścicielem franczyzy, kimś kto nie jest zaangażowany w tę niebezpieczną sytuację i od razu wezwiemy policję.
Jako startup zdobyliście sporo nagród, wyprzedzając największe polskie brandy. Z kim wygrywaliście?
Zeszły rok był dla nas fenomenalny. Zdobyliśmy Złoto w kategorii Innowacja w Biznesie oraz statuetkę Innovation of the Year 2025 na konferencji Innovation by SAR (Stowarzyszenie Komunikacji Marketingowej). W rankingu Reklamodawca Roku zajęliśmy trzecie miejsce na shortliście 30 dużych firm. Przegraliśmy tylko z McDonald's i Decathlonem, a wyprzedziliśmy Allegro, Maspex, Blika, Mastercard czy L'Oréal. W Krakowie odebraliśmy też ważną dla nas statuetkę Mobile Trends Awards za aplikację mobilną dla służb bezpieczeństwa, wygrywając z czołowymi bankami i gigantami e-commerce. Dostaliśmy również Orła Innowacji redakcji „Rzeczpospolitej”. W zeszłym roku mieliśmy też 32 miliony organicznych wyświetleń na TikToku i Instagramie. Wszystko to jako mały zespół, a ja wychodziłem na duże sceny bez przygotowanych przemówień, na totalnym freestylu. Okazuje się, że to działa.
Jakie macie teraz plany? Myślicie o wyjściu za granicę?
Chcemy zbudować najlepiej działającą agencję ochrony w Europie. Podwyżki płacy minimalnej w Polsce i w Europie mocno odbiły się na tradycyjnym modelu ochrony, bo stawki za takie usługi musiały drastycznie wzrosnąć. Opierając się na sprawdzonym zespole z Polski, wchodzimy na rynek Wielkiej Brytanii, bo z analiz wyszło nam, że jest bardzo chłonny na taką technologię. Szukamy też inwestorów do rundy seed [wczesnego etapu finansowania dop. red.]. W rundzie pre-seed zainwestował w nas Tarheel Capital Pathfinder.
Masz niespełna 30 lat. Firmę prowadzisz z bratem Marcelem Bedyńskim (COO) i Stefanem Sajdakiem (CTO). Jak pomogło ci wcześniejsze doświadczenie zawodowe?
Studia na Wydziale Administracji Politechniki Warszawskiej nauczyły mnie budować strukturę firmy i wyznaczać KPI (kluczowe wskaźniki efektywności). Zawodowo zaczynałem jednak w warszawskiej agencji marketingowej A1, gdzie jako Key Account / Product Manager pracowałem z takimi firmami jak Microsoft, Facebook czy GFT Technologies. Potem trafiłem do British American Tobacco. To była świetna szkoła, przede wszystkim ze względu na kulturę pracy. Organizacja i finanse na zupełnie innym poziomie. Byłem tam NPI Managerem (New Product Initiative), a później w wydzielonej, globalnej komórce GBS (Global Business Solutions) Operational / Brand Service Managerem. Zarządzałem ludźmi i optymalizowałem procesy produkcji i marketingu jak rasowy PMO (Project Management Office, czyli osoba nadzorująca jakość i koszty projektów) z branży IT. Odszedłem w idealnym momencie, by w całości poświęcić się budowaniu SafeMe.
Gdybyś miał w kilku słowach podsumować, jaka jest główna wartość, którą SafeMe daje dziś użytkownikom i rynkowi bezpieczeństwa?
Nadajemy użytkownikowi poczucie, że nigdy nie jest sam, i to jest nasza największa wartość. Deeskalujemy incydent, sprawiamy, że czujesz się zaopiekowany i prowadzimy cię przez sytuację, w której czujesz się niepewnie. Czasem sama rozmowa z ekspertem bezpieczeństwa potrafi rozładować lęk i zmniejszyć poczucie dyskomfortu.