Przejdź do treści

FOUNDERS CAMP · TAJLANDIA

Tydzień, w którym firma działa bez ciebie

3-10 grudnia. Zamknięta grupa founderów dobierana pod skalę firmy. Zgłoszenie zajmuje 60 sekund, potem dzwonimy.

Zgłoś się

Polski SpaceX w kopalni Wujek? Tomasz Rożek o rewolucyjnej koncepcji dla rodzimego biznesu

Węgiel ustąpi miejsca satelitom? W kopalni Wujek, ma powstać unikalne na skalę europejską centrum technologii kosmicznych.

Autor Wiktor Cyrny
Polski SpaceX w kopalni Wujek? Tomasz Rożek o rewolucyjnej koncepcji dla rodzimego biznesu
Dr Tomasz Rożek, popularyzator nauki, edukator, fizyk. Founder fundacji "Nauka. To lubię"
Opublikowano:

Tomasz Rożek, znany fizyk, popularyzator nauki i założyciel Fundacji „Nauka. To Lubię”, zdradza nam szczegóły projektu, który może zrewolucjonizować polski sektor space-tech. Dla przedsiębiorców to szansa na drastyczne obniżenie kosztów, a dla startupów - otwarcie drzwi do wielkiego, globalnego biznesu.

W kopalni Wujek planujecie stworzyć przestrzeń do badań i rozwoju nad technologiami kosmicznymi. To brzmi rewolucyjnie, ale czy ten projekt naprawdę ma szansę na realizację? 

Tomasz Rożek, doktor nauk fizycznych, edukator: Jest jak najbardziej realny. Rozpoczęły się prace nad studium wykonalności. Mój pierwotny pomysł polegał na kompleksowym wykorzystaniu kopalni, zarówno jej naziemnej, jak i podziemnej infrastruktury do rozwoju technologii podwójnego zastosowania (z ang. dual-use czyli innowacji tworzonych dla wojska i kosmosu, które mają także komercyjne zastosowania na rynku cywilnym). Skupiamy się w tym przypadku głównie na technologiach ściśle kosmicznych. Aby jednak taki potężny ośrodek mógł powstać, a przede wszystkim biznesowo się utrzymać, sama przestrzeń testowa to zdecydowanie za mało.

Czego zatem brakuje, aby ta inicjatywa stała się rentowna? Jaki jest model biznesowy tego przedsięwzięcia? 

Wspólnie z zespołem Fundacji „Nauka. To Lubię”, którą prowadzę, obudowaliśmy ten pomysł dwoma kluczowymi filarami. Na powierzchni zaplanowaliśmy potężny element edukacyjny, a obok niego element czysto biznesowy. Coś, co nazywamy potocznie „Linią Forda”. Chodzi o linię produkcyjną, przygotowaną specjalnie pod produkcję satelitów o masie do kilkuset kilogramów. Musimy mieć świadomość, że tego typu infrastruktury w Europie dziś po prostu nie ma, a na świecie istnieje zaledwie w kilku miejscach. To właśnie posiadanie takiego zaplecza zadecydowało o gigantycznym sukcesie firmy SpaceX i napędza obecny trend obniżania kosztów wynoszenia kilogramów na orbitę.

Czy do tego biznesu przekonały się już lokalne władze i uniwersytety? Przeszliście z fazy marzeń do fazy planowania?

Tak, cała koncepcja została dokładnie opisana i zaproponowana zarówno śląskim uczelniom, jak i władzom Katowic oraz Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. To właśnie miasto Katowice wyszło z propozycją, aby sprawdzić biznesowy potencjał tego projektu w kopalni Wujek. Zależy mi, by to wybrzmiało: nie szukaliśmy na siłę metody, żeby w jakikolwiek sposób „zagospodarować” tę konkretną kopalnię. Było zupełnie odwrotnie. Rozglądaliśmy się za idealnym miejscem dla szybko rosnącego sektora nowoczesnych technologii w Polsce i w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a Katowice zaoferowały nam ten obiekt. Obecnie rozpoczynamy bardzo zaawansowany proces, jakim jest tworzenie studium wykonalności, czyli dogłębnej analizy opłacalności, ryzyka i możliwości technicznych projektu.

Wspomniałeś, że szukaliście idealnego miejsca. Kopalnia węglowa wydaje się na pierwszy rzut oka niezwykle trudnym i kosztownym środowiskiem. Dlaczego wybór padł ostatecznie na „Wujka”? 

Kopalnia Wujek ma unikalne cechy, które sprawiają, że to miejsce zdecydowanie warte rozważenia. Przede wszystkim zapasy węgla skończyły się tam dawno temu, obiekt nie wydobywa już surowca i znajduje się w procesie likwidacji, co pozwala uniknąć konfliktu między interesami branży górniczej a światem nauki. Po drugie, i to może być ewenement na skalę świata, ten zakład leży w samym sercu wielkiego miasta. Kopalnia Wujek jest ulokowana w centrum Katowic. To obiekt zlokalizowany pomiędzy dwiema kluczowymi dzielnicami tj. Śródmieściem i Ligotą. Obiekt jest fenomenalnie skomunikowany. Tuż obok przebiega autostrada A4, a teren oplata gęsta sieć miejskiej infrastruktury. Co więcej, tuż obok biegnie kolejowa linia osobowa, a pod infrastrukturę "Wujka" doprowadzone są niezbędne tory towarowe. Budowa podobnego centrum badawczego gdzieś na pustkowiu generowałaby niewyobrażalne koszty tworzenia dróg dojazdowych czy sieci kolejowej, które są niezbędne do transportu potężnych elementów infrastruktury kosmicznej.

Komunikacja komunikacją, ale przebywanie w podziemnych wyrobiskach zawsze niesie ze sobą ryzyko górnicze, np. metan. Z perspektywy biznesowej, jak minimalizujecie to ryzyko? 

Tu dotykamy kluczowej przewagi tego konkretnego miejsca. W kopalni Wujek nie ma tak zwanych tąpnięć (groźnych wstrząsów górotworu) i nie występuje metan. A brak zagrożenia metanowego to gigantyczna różnica w kosztach. Gdybyśmy pracowali w kopalni z gazem, każda instalacja wymagałaby zastosowania zupełnie innych, niezwykle drogich technologii przeciwwybuchowych, a to windowałoby ryzyko operacyjne pod sufit. Dodatkowo, nie można pominąć historycznego znaczenia. Kopalnia Wujek jest potężnym symbolem związanym z walką Polaków o wolną ojczyznę w okresie PRL. Nie znam lepszego miejsca, by trudy, krew, dawne tragedie i osiągnięcia przekuć dzisiaj w nowoczesną transformację energetyczną i technologiczną Śląska.

Mówisz o nowoczesnej transformacji - jakie konkretnie instalacje tam powstaną? Wspominałeś o testowaniu satelitów, czy cała ta maszyneria trafi kilkaset metrów pod ziemię?

Na początku zaznaczę, że dopiero zaczynamy pracę nad studium wykonalności. Jeśli jednak wszystko pójdzie pomyślnie to zdecydowana większość urządzeń pozostanie na powierzchni, bo tam ich miejsce. Na górze planujemy wznieść „clean roomy” (sterylne pomieszczenia o wyśrubowanych parametrach kontroli zapylenia, niezbędne m.in. w mikroelektronice i inżynierii kosmicznej), a także potężne komory do wytrząsania satelitów, które weryfikują, jak sprzęt znosi wibracje podczas startu rakiety. Pod ziemią znajdą się instalacje wymagające specyficznych warunków, takie jak np. habitaty (izolowane środowiska symulujące ekstremalne warunki życia na innej planecie) oraz kluczowa dla sektora zrzutnia, czy inaczej wieża swobodnego spadania. Oczywiście, dokładne rozmieszczenie elementów będzie uzależnione od wyników studium wykonalności, które pokaże nam najbardziej opłacalne finansowo warianty inwestycji.

Zatrzymajmy się przy „wieży swobodnego spadania”. Czym ona jest i jak polski biznes kosmiczny z niej skorzysta?

Wieża swobodnego spadku [z ang. drop tower dop. red.] to potężna struktura, z której zrzuca się skomplikowane urządzenia, by przez krótką chwilę lotu mogły one funkcjonować w środowisku mikrograwitacji, czyli po prostu w stanie nieważkości. Praktycznie każdy mechanizm przed wysłaniem w kosmos musi przejść taki test. Obecnie najwyższa taka wieża w Europie znajduje się w niemieckiej Bremie i liczy 150 metrów wysokości. Tymczasem szyby kopalni Wujek dają nam dostęp do 700 metrów głębokości! Taka odległość pozwala na kilkanaście sekund swobodnego spadku i testów w stanie nieważkości. Takiej wieży w Europie po prostu nie ma. Na świecie istnieją prawdopodobnie zaledwie jedna lub dwie podobne instalacje oparte o szyby górnicze. Z tego co pamiętam funkcjonują u tygrysów technologicznych tj. w Japonii oraz Korei Południowej.

W jaki sposób ten konkretny projekt rozwiąże bolączki, z którymi dziś polscy przedsiębiorcy zmagają się na rynku kosmicznym?

Mogę odpowiedzieć ich słowami, bo na kilku etapach przygotowania koncepcji  konsultowaliśmy z nimi ten projekt. Obecnie gorzkim problemem polskich firm z branży kosmicznej, oprócz budowania kadr, jest właśnie brak scentralizowanej infrastruktury. Jeżeli nasz rodzimy sektor kosmiczny ma skutecznie konkurować na globalnym rynku, przedsiębiorcy muszą mieć dostęp do pełnego łańcucha testowego na miejscu. Dziś startupy zmuszone są przewozić wysoce wrażliwe i bardzo drogie prototypy urządzeń od ośrodka do ośrodka po całej Europie. Jadą do Holandii wykonać jedne testy, stamtąd przenoszą się do Anglii na kolejne, a potem szukają terminów w Hiszpanii czy Niemczech.

To musi generować potężne koszty operacyjne i paraliżować czas pracy nad produktem?

Koszty logistyki i najmu laboratoriów pożerają budżety innowatorów. Do każdego zagranicznego ośrodka należy zorganizować bardzo specyficzny transport, wszędzie trzeba płacić grube pieniądze za wynajem aparatury, a do tego czekać w wielomiesięcznych kolejkach na okienko testowe. W tym samym czasie świetnie opłacani inżynierowie czekają na wyniki i mają związane ręce. Gdy w jednym z etapów okazuje się, że mały detal wymaga poprawki, cały sprzęt jest pakowany i wraca do Polski. Startup musi zmodyfikować konstrukcję i zaczyna podróż od nowa. A przecież czas to pieniądz. Młode firmy ścigają się z konkurencją. Stworzenie na Śląsku kompleksowego centrum obniży próg wejścia w biznes kosmiczny o rzędy wielkości. Startupy tworzone przez młodych ludzi zaraz po studiach będą mogły szybko wejść na rynek, mając „za płotem” dostęp do najlepszych komór badawczych i sterylnych clean roomów. Jak uczy historia technologii, wokół takiej zintegrowanej struktury natychmiast wyrosną dziesiątki innych firm, tworząc potężny, nowoczesny ekosystem biznesowy.

To bardzo ambitny projekt. Jaka w tym wszystkim jest twoja rola? 

Zajmuję się tym, co zawsze robiłem najlepiej, czyli komunikacją naukową, rzetelną edukacją, w czym widzę swój największy obszar zainteresowania, i budowaniem strategii komunikacyjnych dla nowych technologii. Skąd więc ten pomysł? Kieruje mną głębokie przekonanie, że zanim zasypiemy ziemią, zalejemy wodą i zniszczymy potężną infrastrukturę o ogromnej wartości, musimy sprawdzić, czy nie da się tchnąć w nią nowego życia.

Przyznam, że to „nowe życie” brzmi jak jeden z najciekawszych pomysłów na transformację górnictwa, o jakim słyszałem. Czy śląski kapitał intelektualny, ludzie, którzy przez pokolenia pracowali przy wydobyciu, faktycznie może wspomóc loty w kosmos?

Analiza historii dowodzi, że żadna technologia nie powstaje w próżni. Największe przełomy technologiczne zawdzięczamy temu, że czerpiemy garściami z wiedzy ludzi doświadczonych w zupełnie innych dziedzinach przemysłu, choćby przemysłu wydobywczego. Przez całe dekady Śląsk funkcjonował i rozwijał się dzięki innowacjom i mądrym inwestycjom w przemyśle ciężkim. Zmarnowanie tego know-how i utracenie ekspertów od prac kopalnianych byłoby ogromnym błędem. Musimy pamiętać o jednym fundamentalnym fakcie: kolonizując Księżyc czy Marsa, nie będziemy żyć pod pięknymi, szklanymi kopułami nad ich powierzchnią, zręcznie opisywanymi przez autorów science-fiction. Ze względu na brak odpowiedniej atmosfery i zabójcze dla organizmu promieniowanie kosmiczne, przyszłe bazy dla astronautów będziemy zmuszeni budować w całości pod ziemią.

Czyli potrzebujemy górników, żeby w ogóle myśleć o pozaziemskich koloniach?

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. A tu, w Polsce, mamy wybitnych specjalistów, którzy temat przeżycia pod ziemią i eksploatacji złóż opanowali do perfekcji. Mamy inżynierów znających się na wentylacji rozległych systemów podziemnych, na badaniu skomplikowanego górotworu oraz ekspertów specjalizujących się w projektowaniu ciężkich maszyn górniczych, tak zwanej „brudnej roboty”. Przecież w kosmosie nie będziemy ręcznie wykuwać tuneli. Musimy skonstruować w pełni autonomiczne, wielotonowe koparki i buldożery zdolne do pracy w ekstremalnym środowisku. Kto ma projektować i budować tego typu urządzenia, jeśli nie inżynierowie z branży wydobywczej, którzy jeszcze przed chwilą konstruowali najwyższej klasy kombajny górnicze w Polsce? Ten kosmiczny wyścig może stanowić nowe, wspaniałe otwarcie dla całego polskiego przemysłu.

Wiktor Cyrny

Wiktor Cyrny

Dziennikarz i wykładowca UW. Pisze o ludzkiej stronie biznesu, startupach i AI. Twórca dokumentów dla Netflixa, Discovery i Canal+. Publikował m.in. w „Newsweeku” i „Wprost”. Laureat nagród reporterskich. Od 5 lat opowiada historie przedsiębiorców.

Wszystkie artykuły

Więcej od Wiktor Cyrny

Zobacz wszystkie
Wieczór Founders Club

FOUNDERS CLUB

Ktoś przy tym stole przerabiał to, co blokuje cię od miesięcy

Panel i mastermind w kameralnym gronie founderów na podobnym etapie. Zgłoszenie zajmuje 60 sekund.

Zgłoś się