Można powiedzieć, że był to nasz pierwszy oficjalny „turnus” - oczywiście z lekkim przymrużeniem oka. Zamiast porannych ćwiczeń i obowiązkowego leżakowania były mastermindy, rozmowy o biznesie, jazda samochodami 4x4, rejs po Jeziorze Solińskim, sauna, ognisko i śpiewanie do późnego wieczora.
Pierwsze spotkania i przełamywanie lodów
Pierwszy dzień rozpoczęliśmy od przyjazdów, powitań i poznawania się. Były pierwsze uściski dłoni, wymiana zdań, rozmowy i stopniowe przełamywanie lodów.
To właśnie wtedy zaczęła tworzyć się atmosfera, która później towarzyszyła nam przez cały wyjazd. Ludzie, którzy wcześniej znali się tylko z internetu albo nie znali się wcale, szybko zaczęli rozmawiać nie tylko o biznesie, ale również o swoich doświadczeniach, pomysłach i planach.

Mastermindy z widokiem na Jezioro Solińskie
Kolejny dzień rozpoczęliśmy wspólnym śniadaniem, a następnie przenieśliśmy się na salę konferencyjną, gdzie Krystyna Gorzelany poprowadziła pierwszą serię mastermindów.
Każdy uczestnik miał przestrzeń, aby opowiedzieć o wyzwaniu, z którym obecnie mierzy się w biznesie. Następnie uczestnicy wspólnie analizowali dany temat, zadawali pytania i dzielili się własnymi doświadczeniami oraz pomysłami.
Nie były to szybkie, powierzchowne rozmowy. Był czas na wejście głębiej w konkretny problem, spojrzenie na niego z różnych stron i znalezienie perspektyw, które wcześniej mogły być niewidoczne.
Za oknem pogoda nie rozpieszczała, ale miało to swój urok. Deszczowy dzień sprzyjał skupieniu, a widok na Jezioro Solińskie tworzył wyjątkową scenerię do pracy i rozmów.
Po intensywnej pracy przyszedł czas na lunch, a później - jak na Bieszczady przystało - ruszyliśmy w las.

Bieszczady z perspektywy 4x4
Zamiast zwykłego spaceru wybraliśmy nieco mniej standardową formę poznawania okolicy. Wsiedliśmy do dwóch samochodów 4x4 i ruszyliśmy w kierunku punktu widokowego, a następnie przez leśne drogi, okolice rzek i bieszczadzkie tereny.
Najlepsze było to, że uczestnicy mogli sami prowadzić samochody. W większości to właśnie oni siedzieli za kierownicą, a doświadczeni kierowcy przejmowali stery dopiero na bardziej wymagających odcinkach.
I jakby Bieszczady chciały wynagrodzić nam wcześniejszy deszcz, podczas wyprawy wyszło słońce. Pogoda zrobiła się piękna, a cała trasa nabrała jeszcze więcej uroku.
Wieczorem wybraliśmy się na lokalną kolację do karczmy w Polańczyku, a po powrocie część grupy skorzystała z hotelowej strefy relaksu. Sauna, baseny i grota solna były idealnym zakończeniem intensywnego dnia.



Podróż do lipca 2027 roku
Trzeciego dnia ponownie spotkaliśmy się po śniadaniu, ale tym razem przenieśliśmy się... do lipca 2027 roku.
Krystyna Gorzelany wcieliła się w rolę reporterki i przeprowadziła z każdym uczestnikiem indywidualny wywiad z przyszłości. Założenie było proste: spotykamy się rok później i rozmawiamy o tym, co wydarzyło się od naszego ostatniego spotkania w Polańczyku.
Co udało się osiągnąć? Jak rozwinął się biznes? Które plany udało się zrealizować? Jak zmieniło się życie i codzienność?
Było to ćwiczenie, które pozwoliło uczestnikom zobaczyć swoje cele w bardziej konkretny sposób, nazwać je i wyobrazić sobie drogę, którą chcą przejść w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy.
Krystyna przygotowała się do rozmów na podstawie tematów poruszanych podczas wcześniejszych mastermindów, dzięki czemu każdy wywiad był dopasowany do konkretnej osoby.
A że dobre rozmowy wymagają dobrej kawy, Marek - nasz sympatyczny kawowy świrek - przywiózł własny sprzęt i przygotował dla grupy kawę przelewową.
Tego dnia za oknem świeciło już piękne słońce. Pogoda idealnie pasowała do rozmów o przyszłości, planach i nowych możliwościach.

Rejs łodzią Tramp
Po zakończeniu wywiadów ponownie ruszyliśmy korzystać z uroków Bieszczad, tym razem od strony wody.
Z przystani wypłynęliśmy łodzią o wdzięcznej nazwie Tramp. Nie mylić z prezydentem. Chociaż nie udało nam się ustalić, czy nie jest to jego mniej znany bieszczadzki biznes. W końcu dywersyfikacja działalności jest ważna.
Podczas rejsu podziwialiśmy Jezioro Solińskie i otaczającą je przyrodę. Niedźwiedzia niestety nie udało się spotkać, ale zobaczyliśmy miejsce związane z pobytami między innymi generała Wojciecha Jaruzelskiego i Lecha Wałęsy.
W tle rozbrzmiewały bieszczadzkie piosenki oraz autorski utwór poświęcony samej łodzi Tramp. Był czas na rozmowy, podziwianie widoków i delektowanie się 'napojami'.



Ognisko, muzyka i wspólne zakończenie
Wieczorem spotkaliśmy się przy ognisku, które było naszym wspólnym pożegnaniem.
Było śpiewanie, rozmowy i dużo śmiechu. W repertuarze pojawili się między innymi Zbigniew Wodecki i Krzysztof Krawczyk, a ognisko stało się jednym z tych momentów, kiedy wszyscy czuli, że przez kilka dni zdążyli stworzyć naprawdę zgraną grupę.
Ostatni dzień był już czasem podsumowań i pożegnań. O godzinie 9:00 Krystyna przeprowadziła końcową sesję, podczas której wróciliśmy do najważniejszych tematów, wniosków i doświadczeń z całego campu.
W niedzielę nasz pierwszy bieszczadzki turnus oficjalnie dobiegł końca.

Do zobaczenia na kolejnym Founders Campie
Founders Camp w Polańczyku był czasem intensywnej pracy, rozmów o biznesie, wymiany doświadczeń, poznawania nowych ludzi i wspólnego korzystania z uroków Bieszczad.
Wracamy z nowymi pomysłami, świeżym spojrzeniem na wiele wyzwań i przekonaniem, że takie spotkania mają ogromną wartość.
Dziękujemy wszystkim uczestnikom za obecność, otwartość i wspólnie spędzony czas.
Mamy nadzieję, że spotkamy się ponownie na kolejnych Founders Campach. A jeśli nie było Cię z nami w Polańczyku - być może zobaczymy się na następnym wyjeździe.