Były klient nie ma powodu, żeby ściemniać albo uważać na słowa. Jak zapytasz, to powie, co myśli.
A jednak rzadko która firma z tej wiedzy korzysta.
Tak, zdarzają się firmy, w których handlowiec zadzwoni: „Pani Kasiu, co się stało?”
Ale jeśli nie jest odpowiednio przeszkolony, to – zamiast wsłuchać się w odpowiedzi – będzie starał się znaleźć kontrę na każdy argument Pani Kasi.
A Pani Kasia nie ma żadnego interesu w tym, żeby go na siłę przekonywać. Nie chce słuchać, to nie, koniec rozmowy.
W tym całym procesie chodzi o to, żeby dojść do sedna i naprawdę zrozumieć, co sprawiło, że klientowi się ulało i wypowiedział umowę.
Najczęściej to nie jest jedna rzecz, tylko cała seria mniejszych i większych rozczarowań.
- Nikt nie oddzwonił.
- Dostawa znowu była opóźniona.
- Na maile czekało się zbyt długo.
- Produkt był coraz mniej intuicyjny.
- Serwis zadziałał, ale dopiero po 3 przypomnieniach.
- Komunikacja sprowadzała się do „nie da się” zamiast „co zrobić, żeby się dało?”.
Żadna z tych rzeczy osobno nie była powodem odejścia, ale wszystkie razem już tak. Od miesięcy mówiły „zrezygnuj, zrezygnuj, zrezygnuj”, no to w końcu zrezygnował.
Klient Ci o tym wszystkim opowie, ale musisz pokazać, że chcesz słuchać.
Nawet możesz zacząć od:
„Pani Kasiu, co się stało?”
Ale niech dalsza część rozmowy nie brzmi jak atak, przesłuchanie albo ping-pong na argumenty.
Nie próbuj się tłumaczyć. Nie udowadniaj klientowi, że nie ma racji. Nie po to tam jesteś, żeby słuchać własnego głosu.
Powiedz:
„Bardzo ważne jest dla mnie Pani zdanie. Nie jest moją intencją dyskutować z Waszą decyzją, natomiast chętnie poznam Państwa feedback. To mi pozwoli poprawić zarówno moją pracę, jak i nasze procesy”
Zadawaj pytania i bądź otwarty na odpowiedzi (jakkolwiek bolesne by nie były).
Przejdź przez całą drogę współpracy:
– sprzedaż
– produkt
– jakość
– obsługa klienta
– czas reakcji
– serwis
– rozliczenia
– komunikacja
– marketing
Klient ma styczność z wieloma działami. Każdy z nich mógł dołożyć swoją cegiełkę do decyzji o odejściu.
Tak, wiem, że ten proces boli. Gwarantuję Ci jednak, że lepszy jest jeden zimny prysznic niż wykrwawianie się firmy latami.
Możliwe, że ten jeden klient już nie wróci. (Choć osobiście, właśnie tak szczerą i otwartą rozmową, zatrzymałam kilku klientów).
To co jednak mogę Ci obiecać, to że, wdrażając zmiany, wygrasz dla swojej firmy zdecydowanie więcej.