Przejdź do treści

Co Cię czeka po 5 latach pracy po 14h dziennie?

Pracoholizm, kryzys, zmiana. O tym, jak przestałem mylić zajętość ze skutecznością i co konkretnie zmieniłem w prowadzeniu firmy.

Co Cię czeka po 5 latach pracy po 14h dziennie?

Jest godzina 0:27. W biurze jest cicho, pusto, ale nie jestem sam. Na kanapie drzemie mój wspólnik Kacper, by za chwilę się obudzić i przejąć ode mnie pracę nad ofertą, którą właśnie kończymy. Ratujemy w ten sposób resztki koncentracji. Kilkukrotnie sprawdzamy po sobie materiał, nie ma tu miejsca na błąd. Wysyłamy. Uff... Koniec na dziś!

Wracam do domu. Jest późna noc. Powinienem od razu zasnąć, ale w głowie wciąż myśli krążą mi wokół pracy i zadań, które mam do wykonania. Denerwuję się, że nie mogę spać. A nie mogę zasnąć, bo się denerwuję. Takie zamknięte koło. Za kilka godzin muszę wstać, żeby zdążyć na pociąg do Warszawy o 6:52. Budzę się po piątej. Nie potrzebuję budzika. Organizm, choć wycieńczony, to ze stresu sam postawi się w stan gotowości. Śniadania nie ma już czasu zjeść, zresztą i tak od dłuższego czasu nie mam apetytu. Wypijam białkowego shake'a (tylko to przejdzie mi przez ściśnięte gardło) i lecę na pociąg. Oby spotkanie było tego warte... Spoiler - nie było.

Wracam pociągiem do Wrocławia o 18:17. Generalnie okazało się, że zmarnowałem większość dnia, a cholernie długa lista zadań i maili jeszcze przede mną. Kawa mnie uratuje! Zawsze mnie przecież „ratuje".

Znów nie mogę zasnąć. Wstaję. Powtarzam sekwencję.

Zauważam, że proste zadania zaczynają mi sprawiać coraz więcej trudności, nie mogę się skoncentrować, szybko się irytuję, zaniedbuję bliskich, ale przecież… pracuję. Ciężko pracuję. Przecież tak musi wyglądać życie przedsiębiorcy, ponoć to normalne. A może nie? Czuję, że dłużej tak nie dam rady. Albo coś z tym zrobię, albo mój organizm odmówi posłuszeństwa. Już dwukrotnie dał mi wyraźnie znaki ostrzegawcze, a to przecież dopiero początek mojej drogi przedsiębiorcy. Kolejne cele są jeszcze większe, dalsze, bardziej ambitne. Musi być na to jakiś sposób. To nie może tak wyglądać!

Od tego momentu zaczyna się moja przygoda z pracą nad sobą i swoją produktywnością.

Problemy zaczynają się, gdy idzie Ci za dobrze

Gdy wykonujesz świetnie swoją pracę. Jesteś w tym dobry. Najlepszy. Ludzie Ci ufają. Zaczyna pojawiać się szansa za szansą, oferta za ofertą. Potencjalna współpraca czai się za każdym rogiem, a Ty oczywiście próbujesz łapać je wszystkie. Tylko, że każda gonitwa kosztuje Cię mnóstwo energii, a wiele z nich to niepewna inwestycja. Te działania często będą robione kosztem tego, czego nie wdrożysz w twojej firmie, nie przemyślisz, nie zmienisz. Będziesz zbyt zajęty samą gonitwą. Nie biegaj jak szczeniak za każdą rzuconą piłką, wybieraj tylko te, które faktycznie lecą w Twoim kierunku i masz szanse je złapać. Inne zostaw!

Im szybciej nauczysz się odpuszczać, tym lepiej. Co więcej, to się opłaci! Po to ustaliłeś idealny profil klienta, aby nie pracować dla każdego. Każdy, z kim podejmujesz współpracę, powinien odczuć tego wartość. Po to obrałeś kierunek budowania Twojej marki, by z niego co chwilę nie zbaczać i nie godzić się na każdą propozycję wystąpienia, artykułu, czy promocji. To będzie Cię rozpraszało. Natomiast odmawianie da Ci większe poczucie kontroli, szacunku do swojego czasu i oddechu, żebyś mógł przeznaczyć go na to, co jest naprawdę ważne.

Pracujesz w firmie czy nad firmą

Zadaj sobie jedno podstawowe pytanie. To subtelna różnica, ale pomyśl: jeżeli wysyłasz 42. ofertę w nocy, tworzysz 152. raport, jednocześnie wysyłasz maile z przypomnieniem o płatności i odpowiadasz na spływające zapytania - pracujesz w firmie. W dodatku całkiem sporo. A powinieneś pracować nad firmą.

Takie działanie polega na usprawnianiu wspomnianych procesów. Oddelegowaniu robienia ofert, zautomatyzowaniu raportowania połączonego z wizualizacją danych i skupieniu się tylko na wyciąganiu z nich wniosków. Stworzeniu procedur windykacji niezależnych od Ciebie i zaprojektowaniu lejka sprzedażowego tak, aby prospecting robił już ktoś inny. Poprzez pracę nad firmą rozumiem tworzenie procedur, które zwyczajnie odciążą Ciebie, jako przedsiębiorcę.

A ujmując to bardziej dosadnie - Twojej firmy nie stać na to, byś w niej pracował. Nie wierzysz? Zróbmy prosty eksperyment: policz, ile chciałbyś zarabiać miesięcznie, następnie wylicz z tego stawkę godzinową. I co? Zapłaciłbyś tyle komuś za zrobienie tego raportu?

Twoją rolą - jako foundera - jest ciągłe myślenie o rozwoju firmy, ale i działanie poprzez projektowanie procesów, zawieranie strategicznych sojuszy, szukanie niszy w swojej branży, w którą warto wejść. Masz być trenerem i nawigatorem dla swojego zespołu, a nie robić wszystko za innych, tylko dlatego, że uważasz, że zrobisz to lepiej. Pamiętaj - inaczej nie zawsze znaczy gorzej.

To nie ilość skreślonych zadań z listy, ale ich strategiczne znaczenie ma wpływ na to, czy Twoja firma się rozwinie, czy nie. Odpowiedz sobie na pytanie, czy wolisz więc być zajęty, czy skuteczny? Pokazywanie wszystkim i samemu sobie, jak ciężko pracujesz, ile masz na głowie i że wszystkim musisz zająć się sam, może i wydaje Ci się heroiczne, ale to żaden powód do dumy. Świat docenia efekty, a nie starania.

Pamiętaj, że „zamiłowanie do krzątaniny to jeszcze nie przedsiębiorczość".

Priorytet, nie priorytety

Skup się na tym, co ważne, i dobieraj umiejętnie priorytet. Tak właśnie - priorytet, nie priorytety. Dopiero w XX wieku wymyśliliśmy liczbę mnogą tego słowa i zaczęliśmy mówić o priorytetach, wpadając tym samym w pułapkę ważności wszystkiego. Umiejętnie dobieraj więc to, czym zajmujesz się w danym momencie, i uważaj, na co tracisz swój cenny czas.

Zwróć uwagę na to, że nie zawsze zadania pilne to zadania ważne i strategicznie istotne. Często jest wręcz odwrotnie. Cały dzień zajmujemy się niewiele wnoszącymi operacyjnymi zadaniami jak maile, spotkania, powtarzanie po raz setny tych samych czynności. Natomiast na koniec odkładamy te zadania, które naprawdę mogłyby coś zmienić.

Te strategiczne tematy to na przykład: utworzenie nowego działu w firmie, opracowanie KPI, przemyślenie strategii, zaprojektowanie dashboardu finansowego, opracowanie zasad produktywności. To przykłady zadań ciężkich, które wydaje się można przełożyć, zająć się nimi „jak będę mieć czas". Ale to ich wykonanie spowoduje, że posuniesz się dalej, w przeciwieństwie do wysłania 842. maila w tej samej sprawie. Jeżeli jeszcze zastanawiasz się, które zadania są strategiczne, to podpowiadam - to te, które najmniej chce Ci się robić, ale jak je wykonasz, to wszystkie inne zadania staną się nieistotne lub łatwiejsze.

W porządkowaniu zadań pomoże Ci macierz Eisenhowera, a w wyborze priorytetu książka „Jedna rzecz" Gary'ego Kellera.

Największy pasożyt produktywności

Rozpraszacze. Plaga świata biurowego. Jak pokazują badania, co 12 minut sięgamy po telefon, a co 40 sekund na pracownika przed komputerem działają różne rozpraszacze. Jednocześnie, jak już oderwiesz się od pracy, to powrót do skupienia nad wymagającym zadaniem to nawet 17-30 minut. Co za tym idzie, możesz ponad połowę dnia tracić na rozpraszaniu się.

Jak temu zaradzić? Po prostu wyeliminuj wszelkie rozpraszacze. Bezwzględnie. Nie ma tu innej recepty. Możesz do tego użyć dedykowanych narzędzi lub po prostu wyłączyć powiadomienia ze wszystkich aplikacji, zamknąć skrzynkę mailową, komunikator i wszystko, co może Cię rozpraszać podczas pracy.

Dodatkowo, układaj sobie pracę w bloki. Ja swoją dzielę na bloki operacyjne, kiedy co 1,5-2h sprawdzam komunikatory i skrzynkę mailową. Druga część to bloki pracy głębokiej, tzw. deep work, kiedy w pełnym skupieniu realizuję zadanie trudne, strategicznie ważne.

Zaplanuj swój dzień optymalnie. Trudne zadania realizuj rano, maksymalnie do lunchu, kiedy masz jeszcze największe pokłady energii. Paranoją jest, że tradycyjny dzień pracy zaczyna się według biurowej rutyny: kawa, pogaduchy, odpisanie na maile, odebranie kilku telefonów, spotkanie, lunch… i na najważniejsze zadania zwykle brakuje czasu. Albo nie są zrobione, albo siadasz do nich już po godzinach. Odwróć tę kolejność, a zdziwisz się, jak szybko i sprawnie jesteś w stanie realizować trudne zadania i nie pracować po nocach.

W zgłębianiu powyższych zagadnień przyda Ci się książka „Deep Work" Cala Newporta i technika pomodoro.

Sen jest dla słabych

„Sam jesteś słaby" - tak bym dzisiaj odpowiedział sobie sprzed pięciu lat i wszystkim tym, którzy nadal tak twierdzą. Mit o tym, że jeżeli chcesz odnieść sukces, powinieneś spać po 5 godzin dziennie, szkodzi tysiącom młodych ludzi, poważnie naraża ich zdrowie i przeczy wynikom badań naukowych z ostatnich 20 lat.

Z pomocą przychodzi kilka faktów:

W końcu jesteśmy przedsiębiorcami, więc spójrzmy, czy to się opłaca. Według raportu RAND Corporation osoby śpiące średnio mniej niż siedem godzin na dobę znacznie zwiększają koszty finansowe państwa w porównaniu z pracownikami, którzy śpią ponad osiem godzin na dobę. Niewystarczający sen kosztuje Amerykę i Japonię odpowiednio 411 i 138 miliardów dolarów rocznie. Niewystarczający sen ograbia większość państw z ponad 2 procent PKB - mniej więcej tyle każde z tych państw przeznacza na wojsko.

A jak z efektywnością? Niewyspani pracownicy są nie tylko mniej wydajni, słabiej zmotywowani, mniej kreatywni, mniej zadowoleni i bardziej leniwi, ale również bardziej nieetyczni. Z badań dr. Christophera Barnsa z Foster School of Business na Uniwersytecie Waszyngtońskim wynika, że im krócej dana osoba śpi, tym większe jest prawdopodobieństwo, że będzie tworzyć fikcyjne pokwitowania i wnioski o zwrot pieniędzy. Niewyspani pracownicy częściej zrzucają winę za własne błędy na kolegów, a nawet próbują przypisywać sobie cudze osiągnięcia. Za to ci, którzy śpią dłużej, zarabiają średnio więcej pieniędzy, co odkryli ekonomiści Matthew Gibson i Jeffrey Shrader, analizując pensje w Stanach Zjednoczonych.

W połowie lat dziewięćdziesiątych obserwacje astronautów w NASA pokazały, że nawet 26-minutowe drzemki przynosiły u nich 34-procentowy wzrost skuteczności wykonywania zadań i ponad 50-procentowy wzrost generalnej czujności.

Nie przekonałem Cię? Sprawdź inne wyniki badań z ostatnich kilkudziesięciu lat zebrane przez profesora Matthew Walkera w książce „Dlaczego śpimy".

Ucz się i szukaj inspiracji

Zamykając się w bańce operacyjnych obowiązków, ciężko o znalezienie inspiracji, spojrzenie na rzeczy z dystansu i dostarczenie świeżych pomysłów. A czasem jeden pomysł, czy mała zmiana są więcej warte niż 1000 przepracowanych godzin. Pozwól więc sobie na urlop, na doświadczanie, czytanie książek i - bardzo ważne - także rozmowy z innymi przedsiębiorcami.

Gdy szukałem dla siebie mentorów i konsultantów, odbyłem ponad 30 rozmów. Z kilkorgiem pracuję systematycznie, odbijając swoje pomysły, słuchając i wyciągając wnioski z lekcji, które oni już odbyli. Dołączyłem też do polskiego oddziału globalnej społeczności przedsiębiorców Entrepreneurs Organization. Poziom wzajemnej wymiany wiedzy i inspiracji wśród innych przedsiębiorców w organizacji to jakiś kosmos. Wystaw więc nos poza swoją firmę, a nawet branżę, i szukaj inspiracji.

Planowanie bez działania jest nic nie warte

Ucz się, przygotowuj solidnie, planuj. Ale pamiętaj: planowanie bez działania jest nic nie warte.

Być może brzmi to brutalnie, ale musisz pogodzić się z faktem, że świat docenia efekty, a nie starania, chęci, ilość włożonej pracy, czy jak świetny był to pomysł. Możesz przeczytać dziesiątki książek na dany temat, robić kursy i kreślić plany, ale to działanie prowadzi Cię do celu, a nie samo rozmyślanie o nim. Rusz się więc, nie jutro, nie za miesiąc - dziś. Inaczej utkniesz na powtarzaniu sobie „kiedy będę gotowy", „wezmę się za to, jak tylko".

Czego się boisz? Podjęcia trudnej decyzji? Wystawienia się na ocenę? Porażki? Porażki są wpisane w proces nauki i rozwoju. I czym ryzykujesz? Jeżeli nie podejmiesz decyzji, nie zaczniesz działać - to nic się nie zmieni, a wręcz sytuacja się pogorszy.

Mam wrażenie, że większość ludzi doskonale wie, co należy zrobić, ma już tę wiedzę, ale po prostu tego nie robi. Zamiast zabrać się do działania i do ciężkiej pracy tu i teraz.

Thomas J. Watson, twórca IBM, zapytany o przepis na sukces, odpowiedział: to proste - podwój liczbę porażek. Tylko trzeba do tego podchodzić mądrze. Chodzi o naukę w praktyce i wyciąganie wniosków, a nie gloryfikowanie porażki.

Prosty schemat: przygotowanie → działanie → efekt → wnioski → skorygowane działanie. I tak w kółko. Nie przejmujesz się, jak coś nie wychodzi, a po drodze trafiasz na kolejne problemy. O to chodzi w tej grze.

Wczoraj i dziś

Gdy przeżywałem kryzys, który zmusił mnie do zmiany nawyków, moja firma liczyła 14 osób. Ja pracowałem po kilkanaście godzin dziennie, nie widząc innej opcji niż pracowanie jeszcze więcej.

W dniu, kiedy piszę te słowa, adCookie trzeci rok z rzędu jest jedną z najlepiej ocenianych agencji digital w Polsce w raporcie Media&Marketing Polska. Ma ponad 40 specjalistów na pokładzie, 500 zrealizowanych projektów na 12 rynkach na świecie. Jestem zaangażowany w trzy inne, biznesowe projekty, dwie inicjatywy charytatywne i wspieram rozwój Entrepreneurs Organization w Polsce, jako członek zarządu.

Próbowałem przez lata wydłużyć dobę - bezskutecznie. Nadal ma 24 godziny. Wtedy i dziś. Każdy ma tyle samo czasu. Ja, Ty, prezesi ogromnych korporacji, wielcy CEO z Doliny Krzemowej, których podziwiasz. Jedyna różnica polega na tym, jak zarządzamy swoim czasem i w co decydujemy się go inwestować, a z czego zrezygnujemy.

Nadal pracuję ciężko. Kocham to. Ale pracuję mniej, zdrowiej i mądrzej niż jeszcze kilka lat temu.

A gdy zaczynasz narzekać na presję, problemy i stres, to pamiętaj, że nie każdy ma w ogóle szansę na stres związany z osiąganiem niesamowitych rzeczy.

Mateusz Sobieraj

Mateusz Sobieraj

Przedsiębiorca i doradca. Po kryzysie zdrowotnym zmienił model pracy: przeskalował firmę, współtworzył 3 spółki i wyszedł z operacyjki w wieku 35 lat. Pomaga founderom odzyskać zdrowie, energię i wydajność. Twórca podcastu „Sztuka Zdrowej Wydajności”

Wszystkie artykuły